Wszystkie wpisy

Włóczęga w Kopenhadze

#Møns Klint
Kopenhaga jest fenomenalnym miejscem do poddania się włóczędze. Ciekawa zabudowa, miasto tętniące życiem, wszędobylscy rowerzyści a na deser dzielnica Christianii, gdzie Dakota mogła biegać zupełnie bez smyczy i nikomu to nie przeszkadzało. Jednak my chcieliśmy odsapnąć, chcieliśmy czegoś więcej. Natury. Wybór padł na pobliski Møns Klint i była to jedna z lepszych decyzji podczas tego wyjazdu!

Møns Klint, co znaczy Klif na wyspie Mon, jest prawdopodobnie najbardziej znaną atrakcją krajobrazową Danii. To najwyższy klif morza Bałtyckiego, a przy tym jeden z najpiękniejszych. Charakterystyczne olśniewająco białe ścian, przeplatane kolorami które ciężko pojąć umysłem. Ciągnie się on przez około 7km, przy wysokości dochodzącej nawet do 128m nad poziomem morza. Dodatkową atrakcją są ścieżki prowadzące przez bukowe lasy pełne starych, majestatycznych drzew. O tak!

#GeoCenter
W głównym punkcie przy klifach znajduje się budynek GeoCenter, muzeum opowiadające historię pierwszych żywych organizmów, powstania klifów oraz dinozaurów! Ja bawiłem się przednio, ponieważ miejsce jest pełne interaktywnych eksponatów, zawiera salę kinową zabierającą nas w przeszłość oraz w swoich zbiorach posiada pierwszy odnaleziony w tamtych terenach szkielet dinozaura :O Zabierajcie rodzinę i jazda do tego wspaniałego miejsca. Szczerze, to idealne miejsce na całodzienną przygodę. A to dopiero początek!

Tego dnia było bardzo raczej deszczowo, ale według mnie to idealna pogoda na takie wyjście. Wiecie, mglisty, deszczowy klimat sprzyja zupełnie innemu, trochę bajkowemu spojrzeniu na rzeczywistość. Klify, to faktycznie bajka, coś niesamowitego, są po prostu fan-ta-sty-czne. Mam po prostu nadzieję, że choć trochę to widać na moich zdjęciach.

Magia tego miejsca jest tak silna, że na samym klifie spędziłem ponad 5h. Moje zmęczenie w pewnym momencie zostało wynagrodzone poprawą pogody i słońcem przebijającym się przez chmury, oraz przepięknym zachodem słońca. Tak, spacerowałem tak długo, aż zastała mnie noc. Ostatni jasny moment, to kiedy doszedłem do końca klifu, wszedłem na górę i zobaczyłem na morzu… prom TT-Line! Hahah, co to była za niespodzianka (mam to na zdjęciach i na filmie!). Zaraz po tym robiło się ciemniej i ciemniej, a ten piękny za dnia las bukowy, tylko tę ciemność podkręcał. Na pewno wiecie jak to jest nocą w lesie. NIC NIE WIDAĆ. Było tak ciemno, że Dakota szła za mną, haha. Daliśmy radę i było naprawdę naprawdę warto.

Nie ma co gadać, zobaczcie zdjęcia. Ahoj!   

Śledź Reportera TT-Line na FacebookuWyrusz do Skandynawii z TT-Line