Wszystkie wpisy

Pierwszy dzień na wyspie Bornholm

Pierwszy dzień na wyspie Bornholm

Naszym kamperem pojechaliśmy „stanową” trzydziestkoósemką na drugą stronę wysypy (całe 35 km!) do Nexo na spotkanie z Tomkiem, który mieszka na Bornholmie od ponad 20 lat. Wręczył nam mapy i broszury, rozrysował punkt po punkcie plan całej wycieczki i kazał szybko wyruszać w drogę, bo przecież inaczej nic nie zdążylibyśmy zobaczyć. Stamtąd Kamperinho zawiózł nas ze swoją średnią prędkością 60km/h w stronę miejscowości Svaneke. Ta zawrotna szybkość nie jest specjalnie problematyczna na bornholmskich drogach, bo ograniczenia i tak nie pozwalają na szaleństwa drogowe.

Na trasie odwiedziliśmy jedyny działający na Bornholmie wiatrak w Aarsdale i po chwili byliśmy w Svaneke. Ta mała miejscowość portowa tętniła życiem w słoneczne niedzielne popołudnie. Odwiedziliśmy dwie bliźniacze fabryki cukierków (Lakrids) i szkła (Glasrogeri), gdzie na żywo można podglądać, jak w ogromnych piecach wytwarzane są szklane naczynia i biżuteria, a zaraz obok ciągną się karmelowe cukierki o smaku lukrecji. Poczęstowaliśmy się pralinami z lekką dozą niepewności, bo żadne z nas nie jest fanem lukrecji. Uważamy po prostu, że z miłością do tego smaku można urodzić się tylko w Skandynawii.

O dziwo, lukrecja z dodatkiem kakao i maliny okazała się przepyszna i szybko zniknęły nasze wspomnienia poprzednich spotkań z tym czarnym „przysmakiem”. Jeżeli macie pewność, że nie lubicie lukrecji, to koniecznie spróbujcie tej w Lakridis, bardzo możliwe, że to doświadczenie sprawi, że wykreślicie ją ze swojej listy „nie tykać”.

Po miasteczku nadmorskim ruszyliśmy w głąb wyspy do centrum nauki NaturBornholm w Aakirkeby. Tam czekała na nas Hania, która pracuje w nim od kilku lat. Hania jest absolutnym ekspertem, jeżeli chodzi o historię geologiczną wyspy, a we wszystkim co opowiada czuć niesamowitą pasję do pracy.

Budynek zaprojektował wybitny architekt Henning Larsen i jest to majestatyczny monolit wyrastający ze skał Klintebakken, natomiast sama idea muzeum powstała ze szczerej miłości do bornholmskiej natury. We wnętrzu rozpoczynamy od sensualnego doświadczenia 4 żywiołów, czyli powietrza, wody, ognia i ziemi, aby dotrzeć do głównej sali, z której rozpoczniemy podróż przez historię wyspy. W Maszynie Czasu, czyli małej sali kinowej, oglądamy animację w języku polskim, w której cofamy się od dnia dzisiejszego poprzez trzęsienie Ziemi, którego naprawdę doświadczamy, aż do prekambru, czyli 1850 milionów lat wstecz. Aby wrócić do teraźniejszości musimy przejść przez całe muzeum, w którym znajdują się ekspozycje dotyczące różnych okresów kształtowania się wyspy.

Pomimo, że muzeum ma już ponad 16 lat, modele i interaktywne elementy zachwycają prostym i bardzo sprytnym podejściem do prezentowania skomplikowanych procesów. Ściskamy różne rodzaje gąbek, ale zrozumieć jak ruch płyt tektonicznych doprowadził do zmian w wyglądzie bornholmskich krajobrazów i przesypujemy piasek obserwując mieszanie się rożnokolorowych drobinek, które pokazują proces powstania nowych rodzajów skał.

Będąc w Kredzie, czyli od 144 do 65 milionów lat temu przechodzimy przez lagunę, na której wylegują się nieruchome krokodyle. Idzie im to tak dobrze, że do ostatniej chwili jesteśmy pewni, że mamy przed sobą realistyczne modele, ale nie, krokodyle naprawdę są żywe! Ostatnia sala to teraźniejszość i przyszłość. Na zewnątrz dzieciaki mogą przejechać się na małych samochodach elektrycznych, co jest związane z niesamowitym planem Bornholmu na rok 2025. Wyspa chce stać się całkowicie niezależna od zewnętrznych źródeł energii. Trwają przygotowania i remonty, które mają na celu przystosowanie istniejącej infrastruktury do korzystania z odnawialnych źródeł energii – słońca, wiatru i wody.

Na sam koniec Hania zabrała nas kilka kilometrów dalej do kamieniołomu Stroby, nieczynnego od roku 1967. Miejsce to jest skamieniałym dnem morza, a w roku 2006 znaleziono tam odcisk meduzy w piaskowcu z okresu kambru, który ma ponad 535 mln lat, jeden z trzech takich przypadków na świecie.

NaturnBornholm napełniło nasze głowy głodne wrażeń, ale czuliśmy, że przyszedł czas na żołądki. Tomek zdradził nam, że w Gudhjem, bornholskim Sopocie, jest wędzarnia, w której codziennie odbywa się rybny bufet, pycha! Ruszyliśmy na północ. Po drodze do restauracji zajechaliśmy do Osterlars, gdzie stoi największy kościół rotundowy na wyspie – to od jego kształtu wzięło się logo Bornholmu. Bryła i czysta, wręcz świecąca biel budynku, kontrastująca z ciemnymi belkami, robią ogromne wrażenie.

Około godziny 18:00 w końcu dotarliśmy do miasteczka portowego Gudhjem i z ekscytacją weszliśmy do Rogerie, czyli wędzarni. Istny raj. Nieograniczona ilość krewetek, łosoś przyrządzony na kilka sposób, wędzone ryby, śledzie w kilku marynatach, a w opcji z grillem – stek z tuńczyka, pieczony rekin i frytki (Cezary w siódmym niebie – „co tam ryby, są frytki!”). Zajęliśmy miejsca z widokiem na port i morze i podjęliśmy decyzję, że modyfikujemy nasze początkowe plany na wypłynięcie z Bornholmu tego samego wieczoru. Zmieniliśmy rezerwację i postanowiliśmy zostać na wyspie jeszcze jeden dzień… Bo tu jest po prostu pięknie!

 

Śledź Reportera TT-Line na FacebookuWyrusz do Skandynawii z TT-Line